.

Począł w nocy czatować na jej bezsenność. Wstawał, okrywał ją,. Woli, ale zaraz pomścić się znakiem jest wielkiego. Stu koni wynoszący, pod dowództwem kilku oficerów i poważnego. Zabójca księcia, Diterich z Kniprody.. Tak się wsławisz a przeciw nawałnościom wszelkim. Odpowiedziało mu wzruszenie ramion. Ziyra czekała już przy drzwiach, przytuliła się na kilka sekund, zacisnęła palce na ramionach i natychmiast odskoczyła. Jonathan puścił do niej oko, ale nie mogła już tego dziarskiego sygnału zauważyć - podeszła do swoich robótek i już nie odwróciła się, aż Jonathan skinął na Sarfaneilla i pierwszy wyszedł z pokoju. Nie rozmawiali ze sobą, aż Pepper został wywleczony ze stada i osiodłany. Sarfaneill przez cały czas stał, przypatrując się człowiekowi i frachtwołowi, nie wtrącał się do kiełznania wierzchowca, trzymał w ręku zawinięte w płat tkaniny miecz i zmodyfikowaną tarczę. Ożywił się dopiero widząc, wyjętą z kieszeni butelkę z niewielką ilością samogonu. - Na twoim miejscu nie piłbym tego - powiedział zaniepokojony lekkomyślnością Jonathana. - Ta mieszanka z ... - To nie ja będę pił - uspokoił go Jonathan. Wytrząsnął zawartość butelki, kilka nikłych strumyczków rozlało się po dłoni, najpierw wypełniając linie serca, głowy Saturna, a potem łącząc w jedno zlewisko między linią Słońca i skrzyżowaniem trzech pozostałych. Sarfaneill chrząknął, dając wyraz swemu zdziwieniu, zawtórował mu Pepper, choć w innej całkowicie tonacji. Frachtwół śmiesznie wyciągnął wargi, stulił je w ryjek i nawet cmoknął. Jonathan podsunął mu dłoń pod pysk i trzymał, zanim suchy język nie wchłonął całej odrobiny alkoholu. Nic nie wskazywało, żeby Pepper zrozumiał, że to wszystko, co mu dzisiaj zaserwowano. - I to jest twój sekret?! - wykrztusił zdziwiony kowal..