-
Kategorie
-
Dodane
-
Losowe
- podejrzewają cię o niechęć i mają się na ostrożności... Tym .
- (zegar zaczyna bić) .
- prowadzone gospodarstwo; zresztą, słońce jasne, kwiaty pachnące, .
- Po czyjej stronie? Po czyjej stronie? - krzyczał Zagłoba. Przez .
- - Nie - odpowiedział wolno podnosząc ręce i delikatnie układając je na łopatkach dziewczyny. - Moje tak łomocze, że zagłusza wszystko... - Czy w tej sytuacji nadal będziesz utrzymywał, że trafiłeś do dziwnego miejsca? - mimo, że mówiła szeptem, udało jej się podkreślić słowo "dziwnego" - Skoro nasze reakcje są tak podobne? Zsunęła dłonie z ramion mężczyzny, splotła ręce za jego plecami, przytulając się do rozdudnionej uderzeniami serca piersi. Jonathan wolno przesunął swoje dłonie do góry, aż palce wsunęły się pod mały kaptur gęstych ciężkich włosów, dotknął opuszkami skóry na szyi, przesunął dłonie tak, że kciukami dotknął uszu Ziyry. Podniósł jej twarz do góry, pocałował delikatnie, i kiedy poczuł, że dziewczyna zadrżała, od razu oderwał się od jej ust. - Nie przeczę - powiedział w przestrzeń ponad jej głową. - Niektóre nasze reakcje są do siebie bardzo podobne. - Niektóre? Sądziłam, że masz już zebrany pewien materiał, który pozwala na bardziej zdecydowane opinie... - niespodziewanie tupnęła nogą. - Czy my musimy tak idiotycznie rozmawiać? Jonathan zachichotał. Szybko pochylił się i wziął Ziyrę na ręce. Nie broniła się, objęła go za szyję, popatrzyła z bliska w oczy, pokiwała głową chyba na potwierdzenie swoich ostatnich słów. - To, co powiedziałaś jest znakomitym potwierdzeniem twojego własnego stwierdzenia - powiedział kładąc ją na łóżku. I widząc, że marszczy brwi dodał: - Z naszych podobnych reakcji, jak widzę, najbardziej są podobne reakcje kobiet. Cii! - Szybko położył palec na jej ustach. - Cokolwiek powiesz będzie potwierdzeniem z kolei moich słów. Szarpnęła głową, uwalniając usta spod jego palca, chwyciła go szybko zębami i dość mocno ścisnęła. - Wyłączymy światło? - zapytał udając, że nie czuje bólu. Ziyra pokręciła głową. Wciąż trzymała palec zębami i wyglądało, że nie zamierza niczego w tym układzie zmieniać. Jonathan przysiadł obok niej na łóżku i ostrożnie położył lewą rękę na jej szyi i patrząc jej w oczy, przesunął dłoń niżej; palce odnalazły krawędź jej koszuli, podważyły ją, wsunęły się pod miękki materiał i zaczęły wspinać się wolno po wzgórzu prawej piersi dziewczyny. Ziyra zadrżała, jej spojrzenie stężało, zeszkliło się, wyprężyła ramiona do tyłu, wypuszczając równocześnie spomiędzy zębów palec Jonathana. Pierwszy od góry, licząc kulisty, obszyty materiałem guzik, szarpnął się i wymsknął z objęć pętelki. Natychmiast po nim, drugi zrobił to samo. Opuszki palców Jonathana natrafiły na pomarszczoną twardą sutkę, zatrzymały się na jej obrzeżu. Ziyra poruszyła się jeszcze raz, trzeci guzik wydał z siebie sukienne parsknięcie i pozwolił koszuli rozchylić się jeszcze bardziej. - Poczekaj... - powiedział cicho Jonathan. - Doceniam sprego i jego usłużność, ale pozwól, że to będzie moja przyjemność... Wstał z łóżka i pociągnął za sobą dziewczynę, a kiedy zachwiała się, przyciągnął ją do siebie i zaczął całować. Trzymał ją mocno w objęciach, bo wydawało mu się, że pozbawiona oparcia runie na podłogę, ale po chwili poczuł jej ręce na swojej szyi, poczuł jak przywiera do niego, napiera twardymi piersiami, brzuchem, udami, więc odsunął się i zaczął wolno odpinać pozostałe guziki jej koszuli. Całował natychmiast każdy odsłonięty, wydarty odzieży kawałek skóry, a jego palce wyprzedzały usta o kilka zaledwie sekund. Odsłonił piersi Ziyry, nabrzmiałe, skamieniałe sutki, pogłaskał je delikatnie opuszkami palców, potarł mocniej i zaczął całować. Ich twardość podniecała go i kusiła do zaciśnięcia zębów na zimnym wyprężonym czubku piersi; z trudem oderwał się od nich, przyklęknął i rozpiął resztę guzików. Odsłonił się mocny, płaski brzuch z wydłużonym poziomym kraterem pępka, do którego Jonathan natychmiast wsunął język. Ziyra jęknęła. Oboje byli już potężnie podnieceni, Jonathan pociągnął sznurek zastępujący pasek jej spodni, zsunęły się gładko, szarpnął w dół wąskie plisowane majteczki, niecierpliwie obsunął obie części garderoby, położył dłonie na, prężących się pod dotknięciem, pośladkach i przytulił policzek do sztywnego półkola włosów. Ziyra zamruczała przeciągle, jej palce usiłowały wejść pod jego skórę na plecach, plątały się we włosach, przez ciało przebiegały spazmy, powodujące napinanie się grup mięśni, rozprężanie ich, ponowne napinanie innych... Chwyciła mężczyznę za ramiona i pociągnęła do góry. Teraz ona wpiła się wargami w jego usta, odtrąciła jego palce, przebierające po guzikach koszuli i równie niecierpliwie i szybko zdarła z niego ubranie. Długą chwilę balansowali ciałami, usiłując każdym milimetrem swojej skóry dotknąć każdego skrawka ciała partnera, a potem Ziyra runęła do tyłu, pociągając za sobą Jonathana. Wydawało mu się, że lecą na podłogę, ale natychmiast po spaźmie strachu, zobaczył, że łóżko wykonało bezszelestny skok w ich kierunku podstawiając swoje łono ich ciałom, z których niemal uleciały już dusze, usiłując zewrzeć, splątać, połączyć nad rozpalonymi cielesnymi powłokami. Przeturlali się przez łoże, nie przerywając poznawania pocałunkami swoich twarzy, dłońmi, stwardniałych, napiętych z pożądania ciał, spojrzeniem wyszukując zachętę i rozkosz w spojrzeniu. Ziyra wtuliła twarz w szyję Jonathana i oddychała przez szeroko otwarte usta, on z kolei wsunął koniuszek języka do jej ucha; jęknęła i wyprężyła się. Przesunęła nieco biodra i wsunęła pod Jonathana, sięgając jednocześnie ręką, żeby pomóc we wniknięciu w siebie. Spazm rozkoszy nie trwał długo, ale osiągnęli jednocześnie wierzchołek Góry Miłości, bezgłośnym krzykiem ogłaszając to światu. A potem runęli w długi miękki lot ze szczytu na spokojne ciche łąki u podnóża, z których rozpoczęli wspinaczkę. Jonathan przeturlał się jeszcze raz po łóżku, nie wypuszczając Ziyry z objęć. Leżeli złączeni. Jonathan jedną ręką pieścił kark dziewczyny, drugą głaskał delikatnie jej plecy, pośladki, uda, czuł na swoim podbrzuszu wyciekające z Ziyry własne nasienie i czuł jak opada z nich podniecenie, powodując, że zesztywniałe dotychczas, niemal kamienne ciała miękną, zaczynają uginać się pod dotknięciem drugiej osoby, jakby chciały złączyć się, zespolić, wtopić w siebie, żeby móc przeżywać tę rozkosz od nowa, od nowa i od nowa. Ziyra odczuwała to identycznie - leżała wciąż na nim z palcami jednej dłoni zanurzonymi w jego włosach, drugą zacisnęła na jego barku, a Jonathan wiedział, że całe jej ciało usiłuje wniknąć w jego, i nie udaje się to tylko dlatego, że jego własne usiłuje dokonać tego samego. - Łaskoczesz mnie swoimi włosami - zachichotała. - Są takie miękkie. - Przesunęła się, zsuwając częściowo z Jonathana, dotknęła jego podbrzusza, wskazując co miała na myśli. - I długie... Jonathan uniósł głowę, zobaczył blisko swojej twarzy lewą pierś dziewczyny, gładką, z ułożoną na szczycie odprężoną sutką; wyglądała teraz, kiedy Ziyra leżała na boku, zupełnie inaczej - była większa, okrąglejsza, uformowana przez własny ciężar. Zaczął jednym palcem rysować na niej skomplikowany wzór, co jakiś czas drażniąc sutkę przelotnym dotknięciem. Dziewczyną wstrząsnął dreszcz, przytuliła się do Jonathana uniemożliwiając dalszą pieszczotę. - Zapalę?... - Pocałował ją w szyję, delikatnie wysunął się spod jej ciała i zeskoczył na podłogę. Zapalając obejrzał się i stwierdził, że łóżko rzeczywiście stoi nieco bliżej stolika, niż jeszcze przed chwilą. - Nie przeszkadza ci to? - Jesteście dziwni... - powiedziała Ziyra. .
- - nie szło. A jednak zdawało mu się, że ma do powiedzenia Krzysi .
- który chodzi drogą niedobrą za myślami swymi. .
- .
- Zrobiłeś dla nas coś, czego my nigdy nie robimy. Przypomnisz .
- 21 które się dotyczą Antiocha Zacnego i syna jego Eupatora; .
-
Najlepsze
służebnic i sług, wielbłądów i osłów. .
. Rotmistrza strażowego. - Pan Nowowiejski prędzej, później. Do czasu nad głowami płynących przelatywały, ale ta opuszczała. "Jan, brat Eryka, orzeł wyniosły, trzykrotny zwycięzca nad. Wyszedł, a Radziwił począł oddychać głboko. Rad był z wyjazdu. Siódma podróż Sindbada Żeglarza. Widać było gromadki żołnierzy egipskich z włóczniami już.